
Jest pewna rzecz, która po latach prowadzenia projektów staje się bardzo wyraźna. Najwięcej problemów nie wynika z braku wiedzy, błędów konstrukcyjnych czy źle przygotowanej produkcji. Znacznie częściej są konsekwencją decyzji podejmowanych w odpowiednim miejscu, ale bez pełnego obrazu całego procesu.
To właśnie dlatego engineering nigdy nie jest pracą jednego działu.
Na początku projektu łatwo odnieść wrażenie, że najważniejsze jest znalezienie najlepszego rozwiązania technicznego. W praktyce to dopiero pierwszy krok. Równie istotne jest to, czy rozwiązanie będzie można powtarzalnie wyprodukować, skutecznie zweryfikować i utrzymać w procesie również wtedy, gdy prototyp zamieni się w produkcję seryjną.
To nie zawsze oznacza ten sam wybór.
Dobry konstruktor szuka rozwiązania spełniającego wymagania techniczne. Produkcja patrzy na stabilność procesu. Zakupy oceniają dostępność komponentów i ryzyko związane z dostawami. Jakość zadaje inne pytanie: czy wymagania zapisane w dokumentacji będzie można później jednoznacznie potwierdzić?
Każde z tych pytań jest uzasadnione. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawiają się zbyt późno.
Dobrze widać to podczas prób montażowych. Model 3D może wyglądać bez zarzutu. Wszystkie wymiary są zgodne z założeniami, a dokumentacja nie budzi zastrzeżeń. Dopiero przy pierwszym montażu okazuje się, że dostęp do jednego z elementów wymaga dodatkowej operacji albo specjalnego narzędzia. Przy wykonaniu prototypu to niewielka niedogodność. Przy produkcji kilkuset lub kilku tysięcy sztuk zaczyna wpływać na czas montażu, organizację stanowiska pracy i ryzyko popełnienia błędu.
Czy oznacza to, że projekt był zły?
Niekoniecznie.
Oznacza raczej, że został oceniony z jednej perspektywy.
Podobnych sytuacji jest więcej. Komponent może spełniać wszystkie wymagania techniczne, ale jego dostępność okaże się ograniczona kilka miesięcy później. Wymaganie jakościowe może być poprawnie zapisane, jednak sposób jego weryfikacji będzie niejednoznaczny. Każda z tych decyzji jest logiczna, jeżeli patrzymy na nią oddzielnie. Dopiero zestawienie ich z wymaganiami pozostałych obszarów pokazuje, jakie konsekwencje mogą pojawić się na dalszych etapach projektu.
To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwy engineering.
Nie polega on na znalezieniu najlepszego rozwiązania z punktu widzenia jednej specjalizacji. Polega na świadomym podejmowaniu decyzji z uwzględnieniem ich wpływu na cały proces. Czasami oznacza to zmianę konstrukcji, mimo że spełnia wszystkie wymagania techniczne. Innym razem wybór komponentu o nieco gorszych parametrach, ale stabilnej dostępności. Zdarza się również, że konieczne jest przeformułowanie wymagania jakościowego, ponieważ jego pierwotna wersja nie daje możliwości wiarygodnej oceny gotowego produktu.
To nie są kompromisy wynikające z błędów.
To naturalny element projektowania.
Doświadczenie pokazuje, że najlepsze decyzje rzadko zapadają podczas spotkań, na których wszyscy są zgodni. Największą wartość mają rozmowy, w których ktoś zadaje pytanie niewygodne z punktu widzenia własnej specjalizacji. Produkcja zwraca uwagę na wykonalność. Jakość podważa możliwość weryfikacji. Zakupy wskazują ryzyko związane z dostawcami. Konstruktor broni funkcjonalności rozwiązania. Właśnie wtedy projekt przestaje być zbiorem niezależnych decyzji i zaczyna stawać się spójnym procesem.
Dlatego współpraca pomiędzy engineeringiem, produkcją, zakupami i jakością nie jest dodatkiem do projektu ani elementem organizacyjnej kultury. Jest sposobem ograniczania ryzyka. Im wcześniej różne perspektywy spotykają się przy jednym stole, tym większa szansa, że problemy zostaną rozwiązane wtedy, gdy ich usunięcie jest jeszcze stosunkowo proste.
W XTON takie podejście jest naturalną częścią prowadzenia projektów. Poszczególne zespoły angażują się w proces na etapach, na których ich wiedza może realnie wpłynąć na podejmowane decyzje. Celem nie jest wydłużanie procesu ani budowanie dodatkowych procedur. Chodzi o to, aby jak najwcześniej dostrzec zależności, które z perspektywy jednego działu pozostają niewidoczne.
Klient widzi gotowy produkt. Nie widzi dziesiątek decyzji, które doprowadziły do jego powstania. Nie widzi pytań zadanych podczas przeglądów projektu ani dyskusji, które kończyły się zmianą wcześniej przyjętych założeń.
A to właśnie one najczęściej decydują o tym, czy rozwiązanie będzie niezawodne nie tylko w dokumentacji, ale również w codziennej pracy.